Inne

DZIKI GON W PODANIACH I LITERATURZE

 

W podaniach licznych kultur znaleźć można niesamowite wzmianki o przekraczających cienką, eteryczną barierę duchowego świata zjawach, które zwiastują liczne nieszczęścia, a ich ciągnąca po nieboskłonie kawalkada sieje śmierć i strach pośród żywych. Mowa, oczywiście, o Dzikim Gonie – straszliwym korowodzie widmowych łowców, których sens i cel, są dla śmiertelnych niemożliwe do pojęcia.

W dość ogólnym rozumieniu, Dziki Gon to demoniczny orszak złożony z widm pędzących po niebie. Upiory Gonu zdolne są do wielu bezeceństw i potworności. Kiedy pościg pojawia się na tle granatu nocy, znikają ludzie, jedni porwani siłą, inni oczarowani i zahipnotyzowani magicznym urokiem sami przystępują do pochodu. Ci którzy znikają, czasami powracają, odmienieni i zaskoczeni, bo niejednokrotnie od momentu ich zaginięcia do chwili powrotu zdążyło upłynąć kilka lub kilkaset lat. Gon traktowano także, jako zwiastun wszelakich katastrof – nadchodzących plag i wojen.

 

 

Za pierwowzór tego zjawiska uznaje się pochodzący z mitologii nordyckiej i germańskiej podniebny pochód walkirii, pędzących po dusze poległych wojowników, zabierających ich do Valhalli. Dawni mieszkańcy północy zjawisko zorzy polarnej przypisywali właśnie tym walecznym służkom Odyna, tłumacząc je jako błyski zbroi i bojowego rynsztunku. Z czasem jednak ten szlachetny obraz zatarł się i zmienił na bardziej złowieszczy. Wtedy też orszak walkirii przeistoczył się w Dziki Gon (niem. Wilde Jagd). Patronką upiorów stała się bogini Holda, zwana też Huldrą, która była małżonką Wotana. W tym miejscu należy wspomnieć o jeszcze jednym powiązaniu ze złośliwym bogiem północy. Dzikim Gonem zwano dawniej postacie Hari lub Herilaz, czyli prowadzącymi wieczną tułaczkę wojowników o bardzo wilczej naturze.

 

 


Zależnie od obszaru, z którego konkretna wersja mitu pochodziła, ogólny kształt „dzikich łowów” wyglądał nieco inaczej. W podaniach niemieckich i łużyckich przyjmują one postać licznego orszaku demonów i półdemonów pędzących na kos przez ludzkie sadyby i stodoły. Kaszubowie nazywali ich farmazonami, demonami mającymi swe korzenie w duszach zmarłych, złych i nieuczciwych za życia. Słowianie natomiast przenieśli część rdzennego mitu skandynawsko-niemieckiego na własne elementy kulturowe. I tak powstał Dziki Łowca, jednooki leśny demon, daleki kuzyn Leszego i germańskiego Wodana, zamieszkujący tereny północno-zachodniej Wielkopolski, Warmii i Mazur. Stwór ów nie stanowił bezpośredniego zagrożenia dla ludzi, lecz niech się ma na baczeniu ten, który wejdzie mu w drogę. Bez słowa, galopuje wściekle przed siebie, pod osłoną nocy i w towarzystwie sfory dzikich psów.

W mitologii cymryjskiej również spotkać można Gon, pod postacią pocztu sług boga Gwynna ap Nudd. Anglosasi mają swojego łowcę, Herna, rogatego przywódcę orszaku tamtejszych elfów, „sidhe”. Na uwagę zasługuje fakt, iż pierwotnym wzorem dla Herna był Cernunnos, zwany inaczej Rogatym Bogiem, małżonek Wielkiej Bogini. Sławę ów rogacz, oprócz „głośnego mariażu” zawdzięcza także gościnnym występom u Williama Szekspira i w kilku legendach o wyczynach Robin Hooda.

 

 

Same aes sidhe dzielą się na trzy podtypy – sluagh sidhe, latające istoty, potrafiące dowolnie poliformować oraz dwa rodzaje sidhe, jedne mogące stąpać po ziemi jedynie w porze nocnej i ich kuzyni strzegący leśnych ostępów i mrocznych jezior Szkocji i Irlandii. Elfy te są pozostałością Ludu Boginii Danu (Tuatha Dé Danann), prastarej nacji, która w zamierzchłych czasach przegrała walkę ze śmiertelnikami. Przegranym narzucono twarde warunki – zesłano ich na wieczne wygnanie do podziemi, do pagórków i kurhanów licznie występujących w irlandzkim krajobrazie. W prozie Andrzeja Sapkowskiego Dziki Gon przyjmuje bardzo podobne kształty do tych z legendy o Hernie. Ostatecznie to mieszanka licznych archetypów połączonych z wiodącym wzorem irlandzkim.

Podróżując po licznych mitach i legendach o straszliwym „dzikim polowaniu” można zorientować się, jak znaczne są także różnice w okresie pojawiania się na nieboskłonie. Pan Andrzej Sapkowski w swoich „Zapiskach znalezionych w smoczej jaskinii” wskazuje, że Dziki Gon wyrusza w swój przerażający pościg w tzw., „surowe noce” – w okresie od wigilii Bożego Narodzenia do święta Trzech Króli. Wspomniani wcześniej Hari, „wędrujące wilki”, rozpoczynały swe stadne wybryki pomiędzy pierwszym dniem maja a świętem Smahain, czyli popularnym dzisiaj Halloween. Trudno wytypować dokładny okres Łowów, jednak pewnym jest, że zawsze ma on miejsce późną nocą.

 

 

Widoczny jest związek z bóstwami, obchodami i symbolami natury jakie przewijają się nieustannie przez wszelkie, liczne wersje tego niezwykłego mitu o posłańcach śmierci. Jednak ta historia zrobiła również sporą karierę w literaturze i szeroko pojętej popkulturze. Oprócz historii o wspomnianym wcześniej mistrzu Szekspirze i opowieści o Robin Hoodzie, do zbioru dodać trzeba jeszcze legendę o Królu Arturze i o wiele młodszą traktującą o najsławniejszym żeglarzu Jej Królewskiej Mości, Sir Francisie Drake’u. O Dzikim Gonie napisał słów parę Stanisław Wyspiański w „Weselu”… jest też i w „Potopie” Sienkiewicza wzmianka o tym dziwacznym zjawisku. Jednak choć Gon zwiastuje tam wojnę i „klęski nadzwyczajne”, to elfy i walkirie zastąpili krzyżaccy bracia zakonni. Dopełnieniem bogatego repertuaru są m.in. „Żołdak i zło świata” pióra M. Moorcocka, „The Wild Hunt” od J. Yolen, a na ostatnim, honorowym miejscu znajdują się opowieści o wiedźminie Geralcie.

 

 

 

Od zarania dziejów, z bajęd powtarzanych z pokolenia na pokolenie przez stare babki, do dnia dzisiejszego i zmyślnych, kolorowych gier komputerowych. Legenda o chwalebnym kondukcie Odyna, opowieści o dumnym, acz pokonanym Ludzie Danu, na krwiożerczych wilkach Wotana kończąc – długą drogę musiał pokonać Dziki Gon. Mity mieszały się i przenikały, wypowiadano je w różnych językach i w różnych miejscach świata. I tak się już jakoś porobiło, że dziś nikt już nie wie, jak było na samym tej historii początku i ile w tym wszystkim prawdy. Ale kto wie, czy następna blada i tajemnicza pełnia nie przyniesie ze sobą przerażającej „surowej nocy”? I ostatecznie, czy to co jawi się na nocnym niebie podczas wieczornych spacerów to na pewno klucz zbłąkanych w przestrzeni gęsi? Jak to jednak z legendami często bywa, nic nie jest w nich pewne…